Task Whiskey Romeo

Na obozie nastąpiły roszady.
Część z nas opuściła Leszno, by udać się na ślub Wojtka i Rozalii.
Z drugiej strony w Lesznie pojawili się nowi obozowicze, a z odsieczą przyjechał również Łukasz Kornacki który miał wspomóc Juniorów pod moją nieobecność i wykonać przelot w parze z Wiktorem Czubskim.
Krótka fotorelacja z Wesela
Przy stole nie kto inny a Szef Komisji Szybowcowej. Planuje nowy zapis w regulaminie kadry:
„ZAKAZ ORGANIZOWANIA ŚLUBÓW I WESEL KADROWICZÓW W ŚRODKU SEZONU SZYBOWCOWEGO”.

Świetna zabawa trwała do rana, a dyskusje w 90% dotyczyły szybowców.
W weselu uczestniczyło tylko trzech pilotów biorących udział w obozie. Znakomita większość ambitnych juniorów pozostała w Lesznie. Niestety trudno jest mi ich zmotywować do pisania relacji i przesyłania zdjęć.
Sobota parę dni wcześniej była prognozowana jako tzw. petarda. Za frontem przechodził bardzo szybko kolejny front i diamentowe taski zostały skrócone. Trzeba było się śpieszyć. Z informacji które dostałem przez lotnisko przeszedł wałek burzowy oraz szkwał. Jeden z szybowców z pozycji nad znakami, finalnie nie doleciał do progu lotniska, grajcary od Puchacza zostały wyrwane z ziemi, a namioty Taliba i Kamila doszczętnie zniszczone. Dobrze że wszystko i wszyscy cali. Taki dzień do też dobra nauka.
NIEDZIELA, relacja Wojtka Łozowskiego:
Obiecujące prognozy napawały nas optymizmem, więc grid zaplanowaliśmy na 9:30 ambitne 500 dla std i 300 km dla rowerów.
Stacho Biela, mówi że nieczęsto robi się 300 docel-powrót, ale szybko wybiliśmy mu z głowy ten szalony pomysł.
Pierwsze Cumulusy godzina 11:30-start.
  Nie dokręcamy podstawy, słabe noszenia ale lecimy w stronę punktu.
chmury noszą nieregularnie, ale przemieszczamy sie do przodu.
W okolicach punktu podstawa siega 2000 metrów a kominy zamykają wario.
Niestety jak to nasz Góral powiedział chmury były, ale sie zmyły.
 Predkosc spadala i zapadla decyzja o nawrotce do domu, a do przelecenia 140 km na bezchmurnej, dodatkowo na punkcie rozjechalismy sie z chlopakami i dalej zdany na siebie.
Po drodze spotykam stado bocianów trenujących do odlotu na poludnie.
Wszyscy bezpiecznie wrocili do Leszna, a dzien konczymy nad jeziorem odpoczywajac po wyczerpujacym dniu
Przeleciane 2500 km i 32 godziny spedzone w powietrzu
Juniorzy nie składają broni. Jutro kolejny dzień i kolejne przeloty!

Zostaw Komentarz